O co chodzi w tym całym zamieszaniu o 6-latki? Co to quasi-
demokracja? Czemu ma służyć przyspieszenie obowiązku szkolnego? Na te właśnie
pytania postaram się odpowiedzieć w tym poście.
Zacznijmy od całego zamieszania, czyli o posłanie dzieci o
rok wcześniej do szkoły jak to miało miejsce od kilkunastu lat. Otóż nasz
obecny rząd postanowił przyspieszyć obowiązek szkolny. Dlaczego? Jest wiele
teorii. Jedne głoszą że chcą w ten sposób zmniejszyć niż demograficzny, przez
co nie będzie dalszego zamykania szkół. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi duża
część nauczycieli zachowa prace a nawet w niektórych miejscach utworzą się
dodatkowe miejsca pracy. Poza tym wiadomo że im młodsze dziecko tym szybciej
przyswaja nową wiedzę, dzięki czemu będzie miało ono łatwiej w przyszłości.
Dodatkowym plusem jest to że rodzice owych dzieci będą mieli więcej czasu na
realizowanie się zawodowo. W skrócie nauczyciele mają prace, dzieci szybciej
zdobywają wiedzę, natomiast rodzice generują więcej pieniążków dla państwa.
Tyle teorii a jak praktyka?
Pomysł został przyjęty przez społeczeństwo dosyć chłodno i
sceptycznie. Po pierwsze nasz system edukacji nie jest gotowy na takie kroki.
Szkoły nie są gotowe przyjąć takich małych uczniów. Dzieci nie są gotowe
emocjonalnie na taki obrót sprawy. Rodzice nie są gotowi zaoferować tego czego
oczekuje od nich państwo.
I powstaje pewien zgrzyt, gdyż za plecami wszystkich
zainteresowanych przechodzi owo pomysł. Jednak istnieje ratunek dla tych ludzi,
jest nim referendum ogólnokrajowe. I co się teraz dzieje?
Rodzice się skrzyknęli i zebrali ponad milion podpisów, wystosowali
do rządu odpowiednie pisma że chcą przeprowadzić referendum. W normalnych
warunkach rząd powinien zareagować tak że skoro naród chce referendum niech
przeprowadza. Zobaczymy jak o tym pomyśle myślą obywatele. Jednak my żyjemy w Polsce,
państwie quasi- demokracji. Rząd postanawia głosować czy pozwolić obywatelom
powiedzieć co o tym myślą.
Obecna sytuacja to lekceważenie opinii najbardziej uprawnionych do wypowiadania się w tej kwestii, czyli rodziców. Rząd odrzucił wniosek. Co jest frustrujące o wyniku
zadecydowało tylko 10 głosów. Wynik był następujący 222 za referendum do 232
przeciw.
Fakty na dziś są takie że 232 posłów wie co jest lepsze dla
dzieci niż miliony rodziców, obywateli ich kraju.
Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz